Takie moje świadectwo, bo wierzę, że Chrystus sieje nam sobą każdy dzień nadziejny na nowo.
A więc :)
Podczas urodzin mojego rodzonego zaraz (ze trzy lata) po mnie brata, jego obecna dziewczyna, matka, kochanka opowiedziała o swoim czuciu chwili, takie dwie, trzy sekundy:
"Byłam na Mszy św. i stał obok mnie, przy ławce człowiek, który przed chwilą żebrał przed kościołem. Był brudny, nie pachniał, miał "żałobę" za paznokciami i w ogóle... Nastąpił moment przekazania sobie znaku pokoju, przez podanie dłoni. Przez moment czułam odrazę, ale kiedy przyszła myśl, że być może w tym człowieku przychodzi do mnie Jezus Chrystus, podałam mu rękę. Czy w nim był Chrystus?"
Czasami właśnie tak, objawia nam się Bóg.
Nigdy tego nie wiemy.
Łatwo jest przyjąć przepiękne słowa dziecka, z którym przeżyliśmy białaczkę, której to chorobie powiedzieliśmy z wiarą - żegnaj! I ten kuzyna synek mówi nam podczas spaceru za grzybami po lesie: wiesz ciociu, jestem taki szczęśliwy, tu jest jak w niebie. Takie doświadczenie jest dobrem przenikającym przez człowieka, jak słońce.. a niby zwyczajne grzybobranie.
Trudniej zrozumieć ludzką niedolę, smród, brud i ubóstwo, ale...