Dla potrzeb tego czasu i naszego bajkopisarstwa tu i teraz kilka słów wstępu przed - idziemy dalej!
Przeszłość pozostawiam za sobą i każdego, kogo zraniłam, a nie przeprosiłam jeszcze - proszę o wybaczenie. Ślę tą moją skruchę wprost do Ciebie, do Twojego serca i wiem, że dotrze i je uzdrowi, jakkolwiek wielka byłaby rana.
Jestem kobietą i wdzięcznym uczniem Chrystusa, takie dwa w jednym. W tym życiu lepiej współpracowało mi się z mężczyznami i szybciej się z nimi dogadywałam. Może dlatego, że przez większą część życia otaczało mnie więcej kobiet i doskonale je znałam, ciągnęłam do tego drugiego bieguna ;) Dla potrzeb więc tego bloga i żeby czuć się tu po prostu dobrze i sobą, będę rozmawiała na nim z Tobą jako mężczyzną, bo czemu nie? :) Zauważam ostatnio w naszym świecie pewną prawidłowość i nawet mnie to nie niepokoi - tak po prostu jest, chociaż nie jest to żadną normą, czy dogmatem - mężczyźni stają się bardzo zagubieni, częściej się wzruszają, nieodporni na stresy czy lęki. Kobiety biorą na siebie więcej obowiązków, hartują się wewnętrznym "muszę", walczą o godność życia z właściwą sobie zaradnością, walczą o szczęście, prowdziwe kobiety wspierają prawdziwych mężczyzn, którym kiedyś zaufały. Wszystkich nas dotykają depresje, dołki emocjonalne, zawirowanie, zmęczenie, niestałość przekonań, odchodzenie od wartości, które nas tworzyły i powroty. Jesteśmy wielką ludzką rodziną, która budzi się z wielowiekowego snu. I to jest trudny, ale zarazem piękny moment.
Mam nadzieję, że ten blog pomoże nam nawzajem zrozumieć się i budować drogę do szczęścia, poprzez zrozumienie wzajemnych potrzeb i uwarunkowań, przez umiejętność wczucia się w nasze odmienności i przyciąganie.. Mam nadzieję, że stworzymy nowego człowieka w nas - bez barier, z otwartym, odważnym sercem.
Duże wyzwanie? - mam nadzieję, że mi pomożesz, jak i ja pomagam Tobie, bo sama doświadczyłam pomocy. Taki łańcuszek :) bo nie piramida i nie sprzedaż.
Będę pisać to, co przeżywam własnymi słowami i bez retuszu duszy. Tak było na początku mojego w necie pisania, kiedy się jeszcze nie bałam. Później za sprawą różnych wydarzeń było coraz więcej strachu i coraz mniej mnie. Zmieniłam się, ale nie przestaję być sobą. I nie chcę kłamać... :)
Troszkę zmieniłam szatkę tego bloga, część nazwy, bo lubię zmiany zewnętrzne.. wewnętrzne też.. na lepsze :)
Kocham naturę, ziemię, wędrowanie po niej i po wnętrzu siebie, kocham pomagać nam, lubię odkrywać to, co zakryte i pokazywać, że wcale nie jest, nie musi być złe.. chociaż jest inne. Kocham człowieka, bez względu na wzgląd. Wiem, że w każdym a nas jest ogromne pole żyznej gleby do zasiania nasionka dobra.
Nie wiem, kiedy tak na prawdę zaczęło się moje budzenie.. dużo narozrabiało w tym względzie serce, które żeby promienieć na Ciebie i na Ciebie i na cały świat, musi być! zakochane.. i nie wstydzić się tej miłości, tylko umieć ją nazwać - a z tym miałam problem. Dla problemów w nas czas przeszły jest jak najbardziej wskazany :)
OK, na dziś chyba wystarczy ;) nie lubię rozmemłania w gadaniu o swoich stanach typu "ble-ble-ble". Konkretnie i na temat, aczkolwiek teraz niewinnie, no i łagodnie i delikatnie, jak zawsze.
Pozdrawiam wszystkich i każdego.
Dobrego wieczoru czas na nas :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz